Deklaracja wartości

Rzetelność zamiast bezstronności, uczciwość zamiast neutralności.

W 2026, kiedy piszę te słowa, wiele mediów wciąż powtarza hasła dotyczące dziennikarskiej neutralności.

Jest to częścią pewnej fantazji, w której na świecie toczą się wojny, uchwalane są ustawy, rządy powstają i upadają, a dziennikarz, jako obiektywny arbiter, będzie obserwował te zjawiska i wystawiał ich obiektywne świadectwo. Dziennikarz, który ma wyraźne poglądy jest już podejrzany: a co, jeśli będzie nam je potajemnie sprzedawał w swoich tekstach? Jaka w zasadzie jest różnica między dziennikarzem z jakimikolwiek poglądami a propagandzistą?  Każdy z nas chce być wyważony, prawda leży pośrodku, należy wysłuchać drugiej strony  i tak dalej. Dziennikarz idealny w tym modelu miałby być czystym przekaźnikiem informacji, pozbawionym komentarza, zgodnym z etymologicznym znaczeniem słowa media. Byłby też bytem pozbawionym osobowości i cech osobniczych.

Rzecz w tym, że to operowanie na dosyć prymitywnej wizji idealnego świata: bowiem zarówno dziennikarze jak i ich odbiorcy mają poglądy polityczne, interesy,  pochodzenie etniczne, sytuację klasową, orientację seksualną czy stosunek do religii i zazwyczaj ci drudzy wybierają pierwszych właśnie ze względu na podobieństwo w tym zakresie. Krytyka Polityczna, Kanał Zero, Kultura Liberalna, Gazeta Wyborcza, DoRzeczy – wszystkie te media mają dziennikarzy i odbiorców o innych profilach, bazowo przesuniętych już w jakimś kierunku. Niektórzy dziennikarze czy odbiorcy są w stanie odnaleźć się w kilku czy nawet kilkunastu mediach, zazwyczaj bazując na podobieństwie wartości w tym czy innym obszarze. Wciąż jednak oczekuje się od nich neutralności i bezstronności, jednak zapewniam was, ze słowa te rozumiane są zupełnie inaczej w każdej z tych redakcji.

Jednak przecież jeśli spojrzymy na naprawdę ważne tematy – dajmy na to wojnę w Ukrainie czy Gazie, politykę zdrowotną  czy prawa człowieka, ciężko pozostać neutralnym. W gruncie rzeczy chociażby w wypadku wspomnianego wcześniej najazdu Rosji na Ukrainę, większość polskich dziennikarzy – nie omijając mnie – jasno zabrała stronę napadniętej Ukrainy. I to bardzo dobrze. Nie zawsze trzeba być neutralnym. W niektórych przypadkach nawet nie powinno się takim być.

Co jednak odróżnia porządnego dziennikarza od propagandysty, skoro neutralność czy bezstronność to puste słowa? Moim zdaniem byłoby to dążenie do uczciwości i rzetelności.

Rzeczywistość jest bardzo złożona. Wiele jej elementów wpływa na siebie w sposób bardzo subtelny, wręcz niezauważalny, jednak w dłuższej perspektywie wpływ ten przynosi mierzalny i widoczny skutek. Czasami są to działania intencjonalne i świadome, jak grupy lobbingowe czy działania służb, czasami – niezamierzone, tak jak cięcia w USAid prowadzące do zapaści sektora medialnego  i NGO czy nadmiarowych zgonów w szeregu państw, libański kryzys ekonomiczny doprowadzający do rozkwitu lokalnego pszczelarstwa czy zaniedbanie bezpieczeństwa lekowego w Ukrainie, które w pierwszych miesiącach wojny okazało się równie zabójcze co bomby. Dlatego konieczne jest w dziennikarstwie podejście analityczne, skupione w równej mierze na ludzkim aspekcie opisywanych historii, co na danych, liczbach, faktach. Same emocje i historie bez zaplecza analitycznego są jak mały rozbity dzbanek z wielkim żalem nad sobą. Jednocześnie pisanie w reżimie samych danych, tabel i liczb jest nieludzkie i nieodmiennie prowadzi do jakiejś nowej formy okrucieństwa.

Wierzę, że zadaniem dziennikarza jest opisywanie rzeczywistości w sposób jak najuczciwszy, z przedstawieniem wszystkich ważnych kontekstów i ukrytych relacji. Nie powinien przy tym wypierać się swoich poglądów czy bać się oceny: kiedy widzi zło, nie powinien się bać go nazywać.

Wierzę, że jego zadaniem jest badanie otoczenia prawnego opisywanych zdarzeń, analizowanie danych, weryfikacja faktów – i opisywanie ich nawet wtedy, kiedy nie zawsze pasują do jego wizji świata. Uważam, że kluczowy do tego jest uniwersalny zestaw umiejętności i doświadczenia w szeregu dziedzin, które pozwalają dostrzec wspomniane wcześniej zależności.

Wierzę, że jego innym zadaniem jest przypominanie ludziom, że są za siebie odpowiedzialni, stawanie po stronie słabszych i tzw. punching up – uderzanie w sytych, silnych i posiadających władzę, kiedy działają oni na szkodę innych.